Prawda rozszczelnia system

Skąd się biorą integryści, fanatycy, ludzie chorobliwie pewni swego? Niektóre teorie komunikacji próbują wykazać, że ludzie komunikują z sobą nie po to, żeby wejść w relacje z drugim człowiekiem, lecz aby utrzymać status quo własnej grupy czy własnych wyobrażeń (komunikacja sobie podobnych). Hermetyczność zapewnia bezpieczeństwo. Dlatego wiele osób nie lubi nowego, innego, bo to rodzi pytania, co do których człowiek nie ma pewności, że znajdzie łatwą odpowiedź.

Rozszczelnienie systemu sprawia, że komunikacja zaczyna być czymś niebezpiecznym. To dlatego nie można rozmawiać z wrogiem, stykać się z chorym, mieć za sąsiada cudzoziemca. Bo zacznie pytać o elementy mojej pewności, czyli zasieje niepewność.

Właśnie dlatego w niektórych kręgach myślenie jest grzechem, a przez posłuszeństwo rozumie się irracjonalną wierność schematom.

A może jednak warto zrozumieć, że najpiękniejsze rzeczy powstają z łączenia rzeczy pozornie nie do pogodzenia. To dlatego więź małżeńska jest silniejsza niż więzy krwi, bo opiera się na komunikacji, która nie zamyka, lecz otwiera.

Zideologizowaną prawdą można wytłumaczyć wszystko, nawet brak wietrzenia pokoju, żeby się nie przeziębić. A może warto rozszczelnić system i dać zawalczyć samej prawdzie? Przecież w systemach zamkniętych uczy się również, że prawda sama się obroni. Może więc warto zrobić eksperyment i otworzyć drzwi, umysł, serce. Może jednak prawda ocaleje, a zniknie tylko stęchlizna naszych schematów i wiara, że największym zagrożeniem dla prawdy jest rozszczelnienie systemu.

Bóg większy od…

Dylemat wyboru pomiędzy pięknem a prawdą nie jest niczym nowym. Piękno wydaje się być bardziej pociągające. Kiedy zaś coś nie jest piękne samo w sobie, wtedy próbuje się pokazać, że jest przynajmniej piękniejsze od…

Prawda nie zawsze jest piękna, zwłaszcza wtedy, gdy jest prawdą oczyszczającą się z pozorów, zakłamania. Jest to właśnie moment zastępowania prawdy pięknem, niestety często pozornym. Tak dzieje się w świecie, we wspólnotach religijnych, w życiu każdego człowieka.

W odniesieniu do zjawisk na poziomie ludzkim może jest to jakieś rozwiązanie. Tak pocieszają się reklamodawcy (lepsze od), tak pocieszają się politycy (nowe rozwiązania), ale czy tak musi pocieszać się wspólnota religijna (nowy ruch, w domyśle lepszy od starego)? Czy w ten sposób można myśleć o Piśmie Świętym (nowe lepsze od starego) czy też o Bogu (zestawiając z bożkami)?

Prawda wiary biegnie przez krzyż (prawda) do zmartwychwstania (piękno). Ale czy zalążków piękna nie ma już w krzyżu? Widzimy piękne twarze ludzi niszczonych cierpieniem i brzydkie (egzystencjalnie) twarze młodszych od…

Często właśnie w „starym” próbuje się widzieć słabość czy wręcz upadek religii. Próbuje się nowych rozwiązań, przypominających „gmeranie w ulu bez potrzeby”.

Proponuję więc refleksję nad jednym z tekstów, który utkwił mi w pamięci. Może on pomoże pogodzić prawdę z pięknem, stare z nowym.

„Upadek religii nie wynika stąd, że została odrzucona, lecz stąd, że stała się nieistotna, zwietrzała, przygniatająca, mdła. Kiedy wiarę zastępuje system wierzeń, miejsce czci zajmuje doktryna, a miejsce miłości zwyczaj podszyty rutyną; gdy wiara staje się raczej dziedzictwem niż żywym źródłem, gdy religia przemawia bardziej w imię autorytetu niż głosem współczucia”. (Abraham Joshua Heschel, 1955).

Za tydzień refleksja nad nową adhortacją papieża Franciszka. Zapraszam do lektury.

Zmiana w „Ojcze nasz” – nowa a już spóźniona

Kilka tygodni temu papież Franciszek zapowiedział zmianę w modlitwie „Ojcze nasz”. Chodzi o zmianę słów „i nie wódź nas na pokuszenie” na „i nie dozwól, abyśmy ulegli pokusie”. Zmiana nowa a już spóźniona. Spóźniona, zwłaszcza kiedy jest czytana w kontekście I Niedzieli Wielkiego Postu. Bo wydaje się, że powinna już brzmieć: „i spraw [Boże], abyśmy Cię nie kusili”.

Jesteśmy już chyba na trzecim etapie. Kusimy Boga tym, co możemy Mu dać, jeśli ulegnie. Jeśli przyjmie nowe rozumienie prawa i sprawiedliwości (odniesienie do prawa i sprawiedliwości jako podstawy Jego tronu – por. psalm czytany w Kościele katolickim w Święto Przemienienia Pańskiego), wtedy ogłosimy Go na przykład Królem Polski. Jeśli przyjmie to królestwo na naszych warunkach, oddamy Mu pokłon w każdej rodzinie. Jeśli zamiast naszej wiary w Niego, uwierzy w nasze pomysły, będziemy Go nosić na rękach w procesjach. Jeśli…

A może na to zło potrzeba potopu? Potop jest dobroczynny jak deszcz. Zabiera zło, nie człowieka. Chyba, że człowiek tak bardzo utożsami się ze złem, że będzie chciał być z nim jedno. W Kościele co pewien czas zachęca się do wyrzeczenia się zła. Złośliwi powiedzą, że wyrzekają się a czynią. Wyrzec się, nie oznacza nigdy nie popełnić, lecz zadeklarować, że człowiek nie chce do zła przylgnąć. To istotna informacja na wypadek potopu.

Słowa bez pokrycia? Teoria na pograniczu herezji? A dlaczego tak często powołujemy się na fakt, że złym dzieje się dobrze, że też nic ich jeszcze nie trafiło… No właśnie. Bo to jest czas oczekiwania na deklaracje: popełniam zło czy chcę być zły jak zło?

To ważne na wypadek potopu!