Prawo do P(p)rawdy

W uroczystość Trójcy Świętej chrześcijanie przywołują ideę mówiącą o tym, że Trójca jest prawzorem życia i to w szerokim zakresie: życia w ogóle, małżeństwa, życia społecznego. I jak to z ideami bywa, im szczytniejsze, tym trudniejsze do przełożenia na konkrety życia. Postawmy sobie więc pytanie, w czym i jak ten ideał może przełożyć się na naszą codzienność?

Ojciec. Wyobraźmy sobie sytuację skrzywdzenia. Stoimy na ulicy, jesteśmy sami. A właściwie samotni. Skrzywdzeni przez jednych, pozbawieni innych. I druga sytuacja, skrzywdzeni tak samo, ale mający się do kogo przytulić, by znaleźć wsparcie. Ojciec uczy, że człowiek nie musi być samotny.

Syn. Nie jesteśmy aniołami. Niewiele mniejsi, ale zawsze. Dotknięci i dotykający słabościami, decyzjami. Możemy rozliczyć się po ludzku, możemy pokazać „autentyczność”, to znaczy, jacy jesteśmy. Ale kto weźmie cudzą winę na siebie, kto z nas ludzkimi środkami wykupi się z własnej. Nie musimy być obciążenie winą.

Duch Święty. Można uczyć się o tajemnicy. Można o niej mówić, ale kto nauczy w nią wejść? Można prosić o rzeczy banalne, bo już nie wierzy się w spełnienie wielkich. A można dać się wprowadzić w samo centrum tajemnicy.

Człowiek cielesno-duchowy. Ma prawo do prawdy o pochodzeniu, nawet jeśli rodzina, nawet ojciec nie są tego warci. Ma prawo do prawdy o Bogu i Kościele, nawet jeśli trzeba przejść przez „czarne karty” historii i współczesności.

Tego prawa do P(p)rawdy nikt nie może nas pozbawić, nawet jeśli odkrycie jej, nawet intuicyjnie, kojarzy się z bólem. Nie musimy udawać, że jesteśmy otoczeni tłumem, więc nie samotni. Nie musimy udawać lepszych, bo nawet gorsi mają szansę. Nie musimy zadowalać się powierzchownie, bo mamy prawo do tajemnicy.

Nie jesteśmy „znikąd” i „donikąd” nie musimy zmierzać.

Przyszłość demokratycznych proroków

Różne mamy stopnie i natężenia proroctwa. Najczęściej kojarzymy je z religią, ale być prorokiem w swoim środowisku, to tak naprawdę być świadkiem prawdy. W jakimś sensie naukowiec poszukujący prawdy jest prorokiem. Polityk szukający dobra wspólnego jest prorokiem. I oczywiście, człowiek wierzący szukający Boga-Prawdy jest prorokiem.

Prorokowi nie wolno się lękać, to znaczy, nie wolno bardziej skupiać się na cenie, jaką zapłaci za to, czego szuka, niż na samym obiekcie poszukiwań.

Kim jest w tym kontekście „prorok demokratyczny”? To taki prorok, który próbuje znaleźć złoty środek pomiędzy prawdą a konformizmem. Z jednej strony, od czasu do czasu „natchnie go” na poszukiwanie prawdy, ale potem skutecznie zwalnia w poszukiwaniach, by nie pójść za daleko i nie zapłacić za dużo.

Marny jest jednak los proroków demokratycznych. Można przyjrzeć się chociażby życiu politycznemu i pytać, kto w imię jakiej idei zdobył popularność, a jaką ideę głosi aktualnie? Można też pytać, czego wypadkową będzie kolejna głoszona idea? Mamy proroków demokratycznych w nauce. Nie trzeba będzie długo czekać na to, by zwolennicy reformy nauki zaczęli zakładać za kilka lat komitety protestacyjne w obronie nauki. Być „za” opłaca się dzisiaj, być „przeciw” będzie opłacalne za kilka lat. Pierwsze kadencje będą sprawować za bycie „za”, drugie za bycie „przeciw”, ale ostatecznie historia nauki im tego nie zapomni, a z pewnością zapomni o nich jako reformatorach. Mamy też proroków demokratycznych w religii, swoistych „bożych proroków” ze „świeckimi plecami”.

Prawda cierpliwa jest. Prorok konformizmu podzieli los konformizmu. Prorok prawdy podzieli los prawdy. A prorok demokracji podzieli los demokracji.

Taka właśnie rysuje się nam przyszłość!

Cena Prawdy

Święto Objawienia Pańskiego (Trzech Króli) przywołuje tytuł jednej z encyklik Jana Pawła II (blask Prawdy). Uosobiona w drugiej Osobie Boskiej, sugeruje jednoznacznie związek prawdy i wiary. Jednej i drugiej trzeba bowiem szukać. One zastają nas „tu”, ale odsyłają dalej, nie tyle w niepewne, co raczej w nieprzewidywalne. Wspólny ich wątek to poświęcenie. Pierwotnie poświęcić oznaczało tyle co wyłączyć, przeznaczyć. Tak poświęcano ołtarz, na którym już nic poza Eucharystią nie mogło się dokonywać. Tak poświęca się ambonę dla Słowa, nie dopuszczając innych wątków (propaganda, polityka, nienawiść). Tak też miał poświęcać się człowiek, tracić coś dla prawdy. Jednym z przejawów był post, dzisiaj mylony z mięsem (wierzący) i z fitness (niewierzący).

Drugi wątek podyktowany refleksją nad ceną prawdy to relacja nauka – wiara. Mędrcy idą za gwiazdą, bo naprawdę szukają. Uczeni w Piśmie już wiedzą i ta wiedza zatrzymuje ich w miejscu. Są w stanie wskazać komuś drogę, ale sami w drogę się nie udają. Można z tego wyprowadzić praktyczny wniosek dla wspomnianej powyżej relacji. Kiedyś nauka szła z razem z wiarą, bo nauka i teologia poszukiwały. Kiedy teologia „znalazła”, nauka chciała poszukiwać dalej. Porzuciła więc teologię. Może zatem nie tyle trzeba się nawrócić (to sugeruje wracać tą samą drogą), co wrócić inną drogą. Nie ma powrotu teologii do początku. Skoro odeszła z drogi poszukiwań, schodząc na drogę intelektualnej pychy, to konsekwentnie nie może wracać tą samą drogą, tylko musi wejść na drogę pokory wobec Prawdy.

Dary mędrców ukazują kryteria szukania prawdy. Nie można jej szukać dla zysku (złoto), ani dla zabicia czasu (kadzidło), ani też dla wygody w życiu (mirra oznacza krzyż i pogrzeb). Prawda ma cenę, czasem materialną, innym razem każe wybierać w czasie, nigdy nie zadowala się resztkami czasu na jej poszukiwanie ani czasem oddanym prawdzie z braku innych zajęć. Wreszcie prawda ma cenę, która potrafi boleć, kiedy chce się nią iść konsekwentnie.

Wierzących kojarzy się z poszukiwaczami prawdy. Może więc opisując poświęconą kredą własne drzwi warto zastanowić się nad tym, czy jestem gotowy na cenę prawdy? Pierwszym jej wymiarem jest sygnał dla przychodzących: tu znajdziesz wsparcie, czas i pomoc w kłopotach. A jeśli napis na drzwiach nie zakłada żadnych konsekwencji praktycznych, to może lepiej ich „nie brudzić” i zostawić tabliczkę z nazwiskiem, albo po prostu puste miejsce.

Lepiej nie mówić (nie pisać) niż kłamać!