Taniec z życiem… to nie taniec z gwiazdami

Uparcie i skrycie, och życie kocham cię, nad życie, (…) poznawać pragnę cię w zachwycie… śpiewała kiedyś dumnie Edyta Geppert. Piosenka piękna, choć trudna nie tylko wokalnie, ale i przez swój morał. Czy dziś miałaby szansę powstać..? Gdy życie codzienne jest bardziej modne i wygodne, z powszechnym przyzwoleniem na kłamstwo, niż życie jakieś, niż moje, niż wyjątkowe, niepowtarzalne…

Każde pytanie o sens, o przemijanie, o ideały i o normy jest trudne, co nie znaczy, że do odrzucenia. Ernest Bryll zapytany dlaczego nazwał swój nowy tomik wierszy Trzecia nad ranem, odpowiedział, że kiedy człowiek ma już swoje lata przychodzi czas, gdy budzi się nad ranem i powraca do przeszłości. Przypomina sobie wtedy co zrobił źle, kiedy się ześwinił, choć nie było wiadomo czemu (…) może nawet ludzie o tym ześwinieniu nie pamiętają, ale ja o tym pamiętam i to mnie prześladuje.

Czy dziś, w dobie Internetu i mediów, gdy nic nie jest już tajemnicą, trzeba czekać, by mieć te swoje lata na refleksję nad dziełem, jakie wyrzeźbił mistrz-życie? Okazuje się, ze tak, bo kiedy my biegniemy przez kolejne dni, myślą za nas inni, myślą media, okoliczności. Gdy my zaczynamy myśleć, okazuje się, że wiele z tego życia uciekło bezpowrotnie i można już tylko przeprosić…

 Jak przestać bać się trudnych pytań?  Jak żyć, by nie przegrać? Jak żyć, by nie żałować..?

Można zgodnie z zasadą carpe diem, można ciągle biec w wyścigu szczurów po oszklonych wieżowcach, można zamknąć się przed całym światem w domku na Mazurach, można też być sobą i u siebie, czyli człowiekiem z pamięcią, posiadającym przestrzeń doświadczeń i patrzącym w przyszłość, w swój horyzont oczekiwań. 

Przeszłość i przyszłość łączy jednak teraźniejszość. Teraźniejszość wymagająca i dynamiczna, która nie zgadza się na „grubą kreskę”, bo w człowieku istnieje coś takiego jak pamięć. Nie zgadza się także, by narzekać na konflikt pokoleń, na trudne i złe czasy, na to, że kiedyś to było inaczej

Pamięć pozwala na zachowanie ciągłości, by nie zapomnieć, że był czas ześwinienia, ale jest też czas nadziei i marzeń, czas, by zdążyć naprawić swoją nijakość. Pamięć, pozwala także z dumą i honorem obejrzeć się za siebie, zachować to, co przeminęło tylko w czasie, a w sercu wciąż trwa. Pamięć pozwala pamiętać o czasach Solidarności, mimo iż dziś książka o złych bohaterach tamtych czasów goni książkę, pozwoli wspominać młodego sportowca, który mimo ciężkiej choroby do końca potrafił być człowiekiem, żoną i matką, pozwala w końcu powiedzieć, że choć mogę podróżować po całym świecie, to i tak zawsze wracam do siebie…

…czyli gdzie? Tam, gdzie są moje korzenie, kawałek mnie, który bez względu na porę dnia i nocy, mimo zmienności zdarzeń, powie o mnie to samo. Tam gdzie jest moja teraźniejszość, wskazująca zawsze na to, co przed i na to, co po…, która pozwoli zanucić: kocham cię życie, poznawać pragnę cię w zachwycie, i spotkać człowieka, który tak życie kocha i tak jak ja Nadzieję ma…

                                                                                                                             

DS

 

 

To nie taniec z gwiazdami

 

Każdy, kto próbował choć raz w życiu zatańczyć, wie doskonale, że w tańcu są tylko dwie opcje: prowadzić, albo dać się prowadzić. Dzisiaj zaczyna nas pociągać inny taniec. Nie jest ważne kto prowadzi, kto daje się prowadzić. W tańcu nie jest już ważny kunszt. Dzisiaj w tańcu najważniejsza jest gwiazda, czasem zdolna podnieść ciężary a udająca motylka.

 

Gwiazda jest najważniejsza!

 

Nie musi być mądrze, nie musi być poprawnie. Ważne byle z gwiazdą. I tak oto gwiazdy zaczęły na nowo wpływać na nasze życie. Obniżył nam się tylko firmament. Gwiazd nie trzeba już wypatrywać wysoko w górze. Przemykają na wysokości oczu bytu zakotwiczonego w wygodnym fotelu. Można nawet uwierzyć, że to fotel jest na wysokości gwiazd. A skoro tak, to może i ja jestem gwiazdą?

Jeszcze tylko leniwie wysłany SMS decydujący o losach gwiazdy, czyli świata, bo przecież gwiazdy wpływają na życie. Trudno się cieszyć życiem, gdy najwyższym pułapem jest byt zatopiony w fotelu w towarzystwie błaznujących gwiazd. Już nawet przyszłość nie jest tak ciekawa, bo przecież nie wyczytam jej z moich gwiazd, Może więc warto wstać z fotela, wyjść na zewnątrz, spojrzeć w niebo i dostrzec gwiazdy… te prawdziwe. Może wtedy życie nabierze sensu, może znowu pomyśli się o przyszłości, tej zapisanej w gwiazdach. I może na nowo nauczymy się cieszyć… życiem, tym zwyczajnym, „pod gwiazdami”, prawdziwymi.

 

Jarosław A. Sobkowiak

Bóg w człowieku

Zdarza się, iż kiedy czekamy na coś wielkiego, wtedy nawet nie do końca świadomie pomniejszamy znaczenie rzeczywistości. Dzieje się tak wtedy, gdy musimy podjąć jakiś wysiłek, zmienić swoje plany, słowem – wyruszyć z ziemi naszych przyzwyczajeń.

 

Bóg pozornie tego nie oczekuje. Czekanie na Niego pozwala zachować status quo. I wtedy można odnieść wrażenie, że na nic nie czekamy. Brak człowieka zauważamy, gdy odchodzi. Bóg nie opuści nas nigdy i może właśnie dlatego nie wpisujemy go w kontekst naszych oczekiwań.

 

On nie odejdzie, ale może odejść człowiek. I wtedy pozostałby smutek, że Miłość była na wyciągnięcie ręki, tylko człowiek jej nie rozpoznał.

 

Życie zależne od mienia

Znamy dobrze fragment Ewangelii według św. Łukasza: Uważajcie i strzeżcie się wszelkiej chciwości, bo nawet, gdy ktoś opływa [we wszystko], życie jego nie jest zależne od jego mienia. Jest to – filozoficznie rzecz ujmując – jedna z wielu oczywistości. Filozoficznie bez wątpienia, ale czy życiowo?

Doświadczamy kolejnych sytuacji, gdzie ktoś sprzedaje coś, czasem samego siebie za mienie. Ostatnio jesteśmy świadkami kupczenia honorem i godnością. Ktoś, będąc przegranym w kraju, próbuje wbrew interesom własnego narodu torować sobie drogę do nowego, nie ważne czy Jorku – do „nowego” za cenę godności i honoru. To nas oburza. Nas, to znaczy kogo? Mojej strony nie czytają wszyscy, nie odpowiadają na ankietę wszyscy. Odpowiadają i tak ci „inni”. Nie burzą się natomiast ci, którzy w codziennym życiu kupczą swoją godnością. Rodzi się więc pytanie: Czy jesteśmy lepsi, czy pozbawieni okazji do sprawdzenia siebie? Czy jesteśmy bardziej honorowi, bo biedni; czy też biedni, bo honorowi?

Pytanie trudne. I zanim osądzi się zbyt łatwo kogokolwiek, należałoby osądzić siebie. Przywołać sytuacje z własnego życia, w których sprzedało się kawałek siebie za mienie, czasem bardzo skromne. Jeśli natomiast własne życie okazało się pasmem wygranych, wtedy można być dumnym i bardziej surowym dla innych. Bo tak to już jest, że każdy święty jest dla nas wezwaniem i pytaniem o naszą świętość, zaś każdy grzesznik i człowiek nieuczciwy pytaniem o naszą grzeszność i nieuczciwość. Czyżby więc życie zależało od mienia?