Kredyt – szansa czy zakłamanie?

W swojej najnowszej książce-wywiadzie z papieżem Benedyktem XVI (Światłość świata) można znaleźć wiele interesujących wątków diagnozujących życie świata, Kościoła, pojedynczego człowieka. Chciałbym dzisiaj zwrócić uwagę na jeden z nich.

W partii książki poświęconej rozumieniu postępu znajdujemy taki fragment: Pytanie […] Jest jasne, że następne pokolenia będą obciążone gigantycznymi długami. Czyż nie jest to także niesamowicie poważny problem moralny? I odpowiedź papieża: Oczywiście, bo żyjemy na koszt przyszłych pokoleń. Widać też z tego, że żyjemy w fałszu. Żyjemy na pokaz, a wielkie kredyty są traktowane jako coś, co nam się należy […].

Myślę, że tę refleksję można przełożyć na wiele innych płaszczyzn, nie tylko finansową. Żyjemy na kredyt, omamieni wiarą w to, że przyszłość zawsze musi być lepsza. Uciekamy od historii wcale nie dlatego, że jesteśmy tacy postępowi. Tylko, że historia już była i nie można powiedzieć o tym, co było złe, że było dobre. O przyszłości można powiedzieć wszystko. Z jednym dopowiedzeniem. Fałsz teraźniejszości sprawdzi się dopiero w tej historii, która jeszcze nie jest nasza, a czasem wierzymy, że nigdy nasza nie będzie.

Z rynku nieruchomości…

Przeczytałem dzisiaj raport organizacji zajmującej się sprzedażą nieruchomości. Dotyczył on spadku zakupu nowych mieszkań w Polsce. Eksperci stwierdzają, iż w porównaniu z analogicznym okresem ubiegłego roku sprzedaż mieszkań wyniosła zaledwie 10-15%. Informacja sama w sobie wydaje się nieistotna dla kogoś, kto nie ma zamiaru kupować mieszkania. Zastanowiło mnie w niej jednak pewne stwierdzenie: obecnie klienci kupują generalnie za gotówkę, lub za pieniądze pożyczone od rodziny. Oznacza to, że Polacy przestają żyć na kredyt. W przypadku mieszkań może to nie najlepsze rozwiązanie, ale daje ono dużo do myślenia w odniesieniu do innych płaszczyzn.

W ostatnich latach wszyscy żyli z jakiegoś kredytu. Wiele osób zafundowało sobie nowy status społeczny… z kredytu. Społeczeństwo poprzebierało się niestosownie do stanu posiadania… z kredytu. Jeździliśmy samochodami przekraczającymi wielokrotnie nasze zdolności nabywcze… z kredytu. Spora część społeczeństwa pokończyła studia… z nadużytego kredytu zaufania profesorów. Politycy żyli z… kredytu demokratycznego społeczeństwa, rozumiejącego z całego tego bełkotu tylko dwa słowa: chleb i igrzyska. 

Wszyscy przekroczyliśmy zdolności nabywcze wyznaczone zwyczajnym biegiem rzeczy i możliwościami. Udawaliśmy innych, bogatszych, lepszych, mądrzejszych. I może dzięki owemu kryzysowi stanęliśmy wreszcie wobec prawdy o nas samych – tej nie kredytowej, opartej na realizmie. Może to sprawi, że przestaniemy udawać i znowu będą biedni i bogaci, głupi i mądrzy, prawdziwi i stylizowani. I może wszyscy zrozumiemy, że w gruncie rzeczy byliśmy w jakiś sposób bezdomni tylko, że niektórzy wzięli kredyt. Może też lepiej zrozumiemy, że własność nabywa się przez pracę – nie wirtualną, lecz realną.