Adwent ukonkretniony

(dwusetny felieton, ale na świętowanie przyjdzie czas na emeryturze)

Zdjęcia satelitarne zrobiły w ostatnich latach prawdziwą furorę. Można obejrzeć swój dom, układ zabudowy. Wiemy jednak, że kiedy szukamy jakiegoś celu w obcym miejscu bardzo pomocne okazuje się dodatkowe narzucenie mapy z nazwami ulic. Ukonkretnienie bardzo się przydaje.

Podobnie jest z Adwentem. Otrzymujemy w Piśmie Świętym jakiś ogólny rzut na nasze życie, ale żeby je lepiej rozpoznać i ukonkretnić potrzebujemy dodatkowych danych.

Przygotujcie drogę, prostujcie ścieżki…

Spacerując po mazurskich szlakach nawet do głowy nam nie przyjdzie prostowanie ścieżek. Kręte są po prostu piękne. Nie przychodzi nam też do głowy mnożenie zakrętów na podjeździe do własnej posesji. Na czym polega różnica? Na tym, że Mazury traktujemy jako miejsce wakacji, dom zaś jako miejsce w którym żyjemy na co dzień.

Jeśli w adwentowym oczekiwaniu nie rozpoznamy prawdziwego życia, nie zrozumiemy sensu prostowania ścieżek.

Adwent potrzebuje ukonkretnienia. Tylko wtedy chce się coś zmieniać, prostować. Na czas wakacji rozumianych jako przerywnik w życiu, kręte ścieżki nikomu nie przeszkadzają.

Warto o tym pomyśleć, bo zmienia to zasadniczo optykę adwentowego oczekiwania.

Adwentowe oczekiwanie na…

Męczy nas czekanie. Czekaliśmy już na tak wiele rzeczy w życiu. Wcześniej czy później nasze oczekiwania zawodzą, nie mogąc sprostać temu, czego się spodziewaliśmy. W taki właśnie sposób powstaje para słów: oczekiwanie – oszukiwanie. Mamy tego świadomość. Mają także tego świadomość ci, którzy zachęcają nas do czekania. Proponują więc znaki rozpoznawcze: ma być lepiej – kolor zielony (przypomnijmy sobie „zielone wyspy”, strony internetowe w zielonym kolorze – to w ramach samokrytyki), ma być koniec świata, a więc nawałnice, znaki na niebie, słońcu i gwiazdach.

Adwent – czas oczekiwania. Na co jednak czekać i jak czekać mądrze?

W średniowiecznym społeczeństwie był zwyczaj, który wyrażały słowa adventus regis. Oznaczały one wjazd króla do swojej ziemi. Miały na celu przypominanie do kogo ziemia należy, czyim jest się poddanym. Adventus regis – takiego czekania potrzebuje świat. Świat życia „jakby Boga nie było”. Potrzebujemy przypomnienia o bezsensowności bezkrólewia.

Nasze czekanie nie jest jednak rozglądaniem się autostopowicza przy drodze: w lewo, w prawo, w przeszłość, w przyszłość. Bóg wchodzi w historię człowieka akcentując teraźniejszość. Moja wiara nie wyraża się w deklaracjach, lecz w stwierdzeniu, że moje życie ma sens. Bez wiary w sens życia wszystko inne traci sens.

Jesteśmy czasem zmęczeni wiarą. Powód zmęczenia przypisujemy innym: bliskim, czasom, Kościołowi. A męczy nas Bóg znany, prawie posiadany. Tylko, że ten znany Bóg, to nasze o Nim wyobrażenie. Sakralna forma idolatrii. Może więc do odkrycia prawdziwego Boga potrzeba powrotu do Boga Nieznanego. Nie chodzi o to, że Boga nie można poznać, tylko, że Bóg jest kimś znacznie większym niż nasze poznanie. Jest bliski i jednocześnie daleki. Bliski jak nasza twarz, którą możemy oglądać tylko w lustrze. Dlatego widzimy Go jakby w zwierciadle. Kiedy to zrozumiemy, adwent stanie się czasem wejścia w siebie, rezygnacji z rozglądania się za Bogiem gdzieś daleko.

ON JEST! Ja mogę być, jeśli tylko znajdę sens w codzienności, w której przez pokolenia On był, jest i przychodzi.