Szacunek dla inaczej myślących

Myślenie – bycie w świecie, który chce się poznawać zmysłami, intelektem i duchem. A że człowiek nie lubi zaczynać wszystkiego od nowa do myślenia wykorzystuje też pamięć – własną i tę zaczerpniętą od innych oraz tradycję jako pamięć niepamiętną.

Każdy ma swoje myślenie. To pozornie banalne stwierdzenie pokazuje całą głębię człowieka. Ma on swoje myślenie, gdyż ma swoją wrażliwość, uczuciowość, wyczulenie duchowe. Czy jednak „swoje” i „inne” oznacza nie-porozumenie?

W historii ludzkości fascynowały mnie następujące po sobie okresy duchowości. Dla przykładu, w dwóch różnych częściach świata a przynajmniej starej Europy, niezależni od siebie święci zaczynali myśleć podobnie. Nie mieli komórek, wielu z nich nie kontaktowało się z sobą, nie pisali do siebie listów. A jednak myśląc „swoje” i myśląc „inaczej” i „nie myśląc tak samo”, myśleli jednak to samo.

Dzielę się tylko wątpliwością, i uprzedzam, że zastanawiając się, nie mam rozwiązania. Myślę tylko o tym, czym różni się nasze „swoje” i „inne” od ich myślenia. I próbuję sobie odpowiadać: A może ta ich inność rodziła porozumienie, gdyż oni myśląc kładli akcent na przedmiot, na to o czym myśleli, my zaś myśląc o czymś, nawet na chwilę nie potrafimy zapomnieć o sobie…?

Autor

Jarosław A. Sobkowiak

Nauczyciel akademicki. Zakres badań: antropologia i aksjologia kultury, etyka, hermeneutyka filozoficzna i teologiczna, moralność w aspekcie "intellectus fidei".

7 myśli do „Szacunek dla inaczej myślących”

  1. Pani Zosiu, myślę, że poszliśmy rzeczywiście w zbyt wielkie pojęcia, które nie zawsze muszą wiele oznaczać. Dla mnie rzeczywiście Prawda to Bóg, ale pisałem o tej mniejszej – o zgodności myśli z rzeczywistością. Bo jeżeli myślenie ma przedmiot, to przedmiot jednoczy, i nie zawsze musi to być od razu Bóg.

  2. Ja mam pewnie też inną drogę do poznawania tego, co inni poznali drogą swoją i inną… Droga poznania jest moja i inna, ale rzeczywiści przedmiot ten sam. Dla mnie to jest fascynujące- dochodzenie do jednomyślności innymi drogami (to bardzo ogólne stwierdzenie, ale ostatecznie o to chodzi).
    Panie Doktorze, myślę, że czasem potrafimy zapomnieć i o sobie… nie zawsze ale czasem:).
    I jeszcze mój głos w dyskusji z Paniami: Boję się, że rozważania o Prawdzie i poznawaniu jej cały czas (w pewnym punkcie) stają w opozycji do życia. Jednym zdaniem: nie wiem, czy ktokolwiek może powiedzieć, że żyje Prawdą. Sądzę, że używanie pojęć abstrakcyjnych jest zbyt ogólne, trzeba doprecyzować… Czy u Pań Prawda to synonim Boga (cyt.P. Madzia „Ucieleśnienie Prawdy”)? Czy prawda oznacza zgodność jakiegoś twierdzenia z rzeczywistością?

  3. Karolina :)
    Zgadzam się z Tobą i nie zgadzam się do końa jednocześnie. Mamy wolną wolę, ale jest też kwestia użycia tej woli: możemy ją użyć albo dobrze, albo źle.

    „Moim zdaniem jeżeli poznamy, (lub rozpoznamy) Prawdę i intelekt będzie o tym przekonany i utwierdzony nie mamy możliwości, aby Prawdę odrzucić, czy zmanipulować.”
    Popatrz na Judasza: on znał Prawdę i na co mu się ta wiedza? Kwestia manipulowaia i odrzucenia prawdy: nie kłamie ten, kto prawdy nie zna. Nie kłamie ten, kto jest w błędzie. Jeżeli Prawdę poznamy, to możemy z nią zrobić co chcemy ( bo mamy wolną wolę przecież ): zmanipulować, zakłamać, odrzucić. Tylko tutaj już się kłania kwestia zarządzania prawdą. A co jeśli znam prawdę i jest mi ona niewygodna? Wtedy robię tak, żeby stała się wygodna, więc ja manipuluje i zakłamuję. Oszukuję samą siebie.
    To jest temat rzeka, szczerze mówiąc. Kiedy nad tym myślę coraz bardziej się wikłam. Bo jeżeli już jesteśmy przy woli, to, czy żeby wyrazić chęć poznania prawdy i trwania w niej, nie musimy jej najpierw doświadczyć? Możemy o tym też porozmawiać na uczelni ;)
    Pozdrawiam.

  4. Madziu,
    nie do końca podzielam Twój punkt widzenia. Moim zdaniem jeżeli poznamy, (lub rozpoznamy) Prawdę i intelekt będzie o tym przekonany i utwierdzony nie mamy możliwości, aby Prawdę odrzucić, czy zmanipulować. A życie Prawdą zakłada nastawienie na jej rozpoznanie.Jak mówili klasycy „intelekt jest wrażliwy na prawdę”. Każdy pragnie dobra, a Prawda ujęta przez intelekt przedstawiając ją woli, skłania ją do wyboru, ponieważ wola dąży do dobra. Jeśli jest dobre rozpoznanie, niemożliwy jest zły wybór. Oczywiście jesteśmy słabi i grzeszni, więc upadamy i ponownie musimy do Prawdy powracać. Ale powracać chcemy.

  5. Zgadzam się. Tylko, że jeżeli poznamy Prawdę, to potem możemy z nią zrobić, co chcemy: albo Nią żyć, albo zafałszować, albo zmanipulować, albo po prostu nic. Bo przecież nawet, jeżeli poznamy Prawdę i nie będziemy chcieli żyć nią, nie będziemy chcieli, żeby nas wyzwoliła, to, co mi da ta wiedza o Niej? Co mi wtedy da ta Prawda? I jaki był sens jej poszukiwania? Czy to nie było stratą czasu? Natomiast życie Prawdą jest już samym aktem woli skierowanym ku niej samej. Czy więc skutkiem życia Prawdą nie będzie jednocześnie Jej poznawanie? Żyjąc Prawdą, żyjemy też z Prawdą. Wtedy dopiero Prawda może nas wyzwolić, kiedy skierujemy naszą wolę ku niej, zaakceptujemy ją i zaczniemy nią żyć. Może wtedy sama da nam się poznać? Można to też odnieść na relacje międzyludzkie: im bardziej żyję z człowiekiem, tym bardziej go poznaję. Od razu mówię, że sama mam wiele wątpliwości do takiego podejścia.

  6. Spróbuję dokończyć zdanie: Gdyby każdy człowiek na świecie żył Prawdą, a nie próbował ją poznać… wtedy chyba nikt nie żyłby Prawdą, bo nie można żyć czymś, czego się nie zna. Poznacie prawdę…

  7. No właśnie, święci, o których Ksiądz pisze mówili o tym samym, ale na różne sposoby. Chodziło im o to samo, ale każdy inną drogą odkrywał. To potwierdza, że każdy z nas ma własną drogę, aby odkryć właściwie to samo. I dlatego właśnie należy się szacunek dla innych. Bo to, że ja uważam, że ktoś nie mówi o prawdzie w taki sposób w jaki ja ją pojmuję i odkrywam, tylko mówi coś zupełnie sprzecznego z moimi odkryciami, to nie znaczy, że ten człowiek nie mówi prawdy. Bo przecież na drodze poznania człowiek może dojść do skrajności i wcale to nie oznacza, że jest na złej drodze. Pod jednym tylko warunkiem: że kiedyś te skrajności się połączą.

    „czym różni się nasze „swoje” i „inne” od ich myślenia. I próbuję sobie odpowiadać: A może ta ich inność rodziła porozumienie, gdyż oni myśląc kładli akcent na przedmiot, na to o czym myśleli, my zaś myśląc o czymś, nawet na chwilę nie potrafimy zapomnieć o sobie…?”

    Zgadzam się. Jednak można do tego podejść inaczej. Odniosę się do Prawdy: zamiast stanąć z Prawdą twarzą w twarz my wolimy wikłać się w teorie, argumenty, definicje, koncepcje i ujęcia. Oni po prostu to, o czym myśleli próbowali wcielić w życie. Oni byli otwarci na Ucieleśnienie Prawdy, my jesteśmy jedynie otwarci na to, co wydaje się nam być Prawdą. My chcemy poznać Prawdę, a oni chcieli Nią żyć. My chcemy Prawdę zmierzyć, a ona nas wciąż przerasta. Proszę spróbować dokończyć zdanie odnosząc je do poruszonego problemu i Świętych: Gdyby każdy człowiek na świecie żył Prawdą, a nie próbował Ją poznać…

Możliwość komentowania jest wyłączona.