Pozorna jedność, czyli wewnętrzna sprzeczność

Gdzie jesteś? Trudne pytanie. Człowiekowi nie jest łatwo określić swoje położenie. GPS podaje nam współrzędne, ale to pomaga określić położenie wobec świata. Ale gdzie jestem w stosunku do siebie, w stosunku do Boga?

Człowiek jest u siebie tam, gdzie może być nagi i czuć się bezpiecznie. Normalny człowiek nie rozbiera się na ulicy, przed obcymi ludźmi. Co jednak stało się w nas, że nie wstydzimy się nagości przed światem, a ukrywamy ją przed Bogiem?

Nagość to prawda o sobie. Gdy konfrontuję ją z czymś (kimś) poza mną, odczuwam jedność lub sprzeczność. Przed kim moja nagość czuje się bezpiecznie, a kogo unika?

Wprowadzam nieprzyjaźń… Dziwnie brzmią te słowa w ustach Boga. Dzisiaj przecież każdy szuka przyjaźni, pokoju, bliskości. Tylko jeśli musimy ukrywać nagość (prawdę o sobie) przed Tym, którego jesteśmy obrazem, oznacza to, że nie jesteśmy z Nim jedno. Skoro nie z Nim, to z kim?

Obraz nie znajdujący jedności ze źródłem, wzorem…

Wewnętrzna sprzeczność, szukająca jedności poza sobą nie daje jednak bezpieczeństwa. Kiedyś człowiek zamykał się w swojej izdebce, żeby poczuć się bezpiecznie. Dzisiaj otwiera drzwi, włącza telewizor, zabija każdą chwilę ciszy. Bo najmniej bezpiecznie czuję się z sobą… wewnętrznie sprzecznym.

Autor

Jarosław A. Sobkowiak

Nauczyciel akademicki. Zakres badań: antropologia i aksjologia kultury, etyka, hermeneutyka filozoficzna i teologiczna, moralność w aspekcie "intellectus fidei".

3 myśli do „Pozorna jedność, czyli wewnętrzna sprzeczność”

  1. Mamy mądrych studentów. Co do tematu posta: rzeczywiście dziś mamy problem bardziej z cielesnością niż duchowością. Rzeczywistość wirtualna odrealnia nas jako ludzi w wymiarze cielesnym, a przez to podważa naszą duchowość. Pięć lat temu pisałem o tym artykuł do Biuletynu Edukacji Medialnej. Był poświęcony bezcielesności cyberprzestrzeni i sakramentom Kościoła. Tertulian mówił, że ciało jest postawą zbawienia. Nasze sakramenty opierają się na materialności jako warunku koniecznym do zbawienia: oto Ciało Chrystusa, Wcielenie, będziecie jednym ciałem – małżeństwo, stąd „cielesny” wymóg spowiedzi. Patrząc od strony stosowania mediów również domagamy się tej cielesności: forumowicze chcą się spotykać w realu, kiedy mamy ważne wydarzenie sportowe czy historyczne chcemy być razem na ulicach i placach, nawet ci co grzeszą w cyberświecie chcą tej realności. Człowiek to istota duchowo-cielesna. W tym kontekście nabiera to nowego znaczenia. Pozdrawiam ks. Jarosława i dziękuje, że nauczył nas (studentów obecnych i dawnych :) myśleć w tak głęboki sposób o sprawach naszego komunikowania. Do zobaczenia w szkole.

  2. Rodzi się we mnie taka oto „euro” refleksja. Bycie wykładowcą ma coś wspólnego z byciem trenerem. Największą radość sprawia to, że uczniowie przerastają nauczyciela. Po dłuższym zastanowieniu, to zawsze dla nauczyciela radość, ale szczera dopiero po czterdziestce. Cieszę się, że mam mądrych (by nie stopniować) uczniów. Szczerze się cieszę!

  3. Bardzo dobrze zapamiętałam zdanie wypowiedziane na wykładzie jednego z moich ulubionych profesorów: „Sprzecznościami można myśleć, ale sprzecznościami nie da się żyć…”. I problem polega chyba właśnie na tym, że człowiek wewnętrznie sprzeczny… nie żyje naprawdę. Owszem, może żaden z jego procesów biologicznych nie został zatrzymany i pewnie żaden organ nie uległ uszkodzeniu przez tę wewnętrzną sprzeczność… Ale o tym, że coś jest nie w porządku świadczy chociażby poszerzająca się wciąż oferta najróżniejszych psychoterapii. One mają być lekiem na całe zło tego, że człowiek sam ze sobą nie potrafi sobie poradzić. Terapia ma często zapewnić reintegrację osobowości, bo dziś człowiek to osobowość zintegrowana albo nie… A czy naprawdę do tego ogranicza się treściowa zawartość tego pięknego słowa: „człowiek”? Dziś nauka rzeczywiście definiuje człowieka w taki sposób, że pozbawia go wszelkich innych odniesień poza sferą biologii i psychologii.. Zdrowie jest w porządku, z psychiką nie jest najgorzej. Więc w czym jest problem?! A jednak JEST problem z prawdą o człowieku…

    Wewnętrzna sprzeczność… Tzw. „człowiek nowoczesny” przywiązuje ogromną wagę do pojęcia „wolność”, a w imię tejże wolności wikła się w nałogi tłumacząc je często nie dającym się pohamować biologicznym determinizmem. W imię logiki – a, jak wiemy, człowiek nowoczesny rezygnuje przecież z irracjonalności religii i opowiada się po stronie rozumu! – należałoby się zdecydować czy jestem człowiekiem wolnym czy zdeterminowanym do robienia rzeczy, które wyraźnie tę moją wolność ograniczają. Ale, jak widać, te dwie koncepcje można doskonale połączyć w życiu wewnętrznie sprzecznym. I może właśnie w połączeniu dwóch sprzeczności człowiek upatruje jedność? Dwie sprzeczności, ale kiedy się je połączy powstaje „jedność”. Grunt, że powstaje „jedność”, bo przecież dziś wszyscy – z Europą na czele – dążą do jedności właśnie. Cóż z tego, że z dwóch sprzeczności może powstać co najwyżej jedność pozorna…

    W Biblii Bóg pytał człowieka: „Gdzie jesteś?”. Dziś to samo pytanie człowiek zadaje Bogu, często z wyrzutem. Za holokaust, za WTC… Ale chyba trzeba powrócić do pierwotnego adresata tego pytania. Bo to nie Bóg od człowieka się oddalił, ale człowiek oddalił się od Boga, jak to pokazuje historia nie tylko biblijna. I niestety nie pozna Boga – logicznego, spójnego, prawdziwego – człowiek wewnętrznie sprzeczny, który korzysta ze wszystkich wyjść ewakuacyjnych od samego siebie. Jedno z drugim połączone, jak to mówił jeden ze Świętych Ojców: „obym poznał Ciebie – i zaraz potem dodawał – obym poznał siebie”…

Możliwość komentowania jest wyłączona.