Gramatyka i ortografia to nie wszystko

Niedawno miałem ciekawą wymianę myśli na temat sensu słowa. I bynajmniej nie słowa, lecz sens dyskusji dał mi wiele do myślenia. Byłem w trakcie przygotowywania artykułu na temat teologii moralnej po Veritatis splendor. Te dwie rzeczy pozornie nie mają z sobą nic wspólnego, a jednak. A jednak pozwoliły mi zrozumieć jak bardzo nasze pokolenie postawiło na użytkową stronę języka, jak bardzo nie rozumiemy i nie chcemy rozumieć drugich.

                W literaturze teologicznej znane jest pojęcie „grammaire chrétienne”. Chodzi o to, że posługujemy się słowami, które tylko z pozoru pokazują, że coś rozumiemy. W rzeczywistości prowadzimy egzystencję synonimiczną. Rozwijamy hybrydację znaczeń, nie siląc się na dociekanie sensu, który ostatecznie prowadzi do jedności. Komunikujemy nie prowadząc do komunii, właściwie komunikatujemy. A komunikatowanie prowadzi tylko do procesualizacji życia i właściwie tworzymy błędne koło dające pole do słownych popisów. W jednym z dokumentów Kościoła czytamy, że jedynym lekarstwem na hermeneutykę filozoficzną jest hermeneutyka metafizyczna. Taka, która przecina koło i sprawia, że dalsze mnożenie znaczeń bez uchwycenia sensu nie służyłoby niczemu.

                Po co o tym piszę? Piszę dlatego, że jednak w tym bezsensie jest sens. Ten bezsens przygotowuje do odkrycia sensu. W tym wyraża się różnica pomiędzy bez-sensem a non-sensem. My świadomie nie mówimy bez-sensu, lecz pozbawiamy słowa ich prawdziwego sensu tworząc non-sensy. Może warto byłoby wrócić do tego, o czym pisze papież w Fides et ratio i spróbować odkryć nie gramatyczno-ortograficzny, lecz mądrościowy sens i cel życia.

Mówiąc Francji „au revoir”

McLuhan powiedział kiedyś, że człowiek komunikował się zawsze, natomiast nadchodzi czas nie tyle wzmożonej komunikacji, co utopii komunikacji, gdyż będzie to nie tyle komunikacja ludzi, co raczej technik. Siedząc już prawie na walizkach, stawiam sobie pytanie, jaki jest główny problem kraju, który opuszczam. W odniesieniu do Polski odpowiedź byłaby prosta: bieda, bezrobocie. A Francja? Wydaje się, że czarne przepowiednie się sprawdziły: plagą stała się samotność. I to bynajmniej nie samotność spowodowana brakiem pieniędzy, środków czy możliwości przemieszczania się. Jest to samotność bytów komunikujących.

                Czym jest więc komunikacja dzisiaj? Jest fenomenem podbudowanym takimi terminami jak np. Norberta Wienera: nowy człowiek czy Oświecenie mediologiczne, A Turinga, test na myślenie maszyn, czy wreszcie J. Lacana, który wydobył wnętrze na zewnątrz. Konsekwentnie więc pytam: Czy stałem się nowym człowiekiem, czy doświadczyłem oświecenia, czy tylko stałem się sprawniej myślącą maszyną, której jakość sprawdza się w narodowym teście na inteligencję?

                Druga zasada termodynamiki wsparta zasadą entropii mówi, że materia w stanie naturalnym dąży do maksymalnego nieładu. Jeśli by wierzyć tej zasadzie, to żyjemy w prawdziwie naturalnym stanie. Dręczy mnie tylko pytanie: Czy w naturze samotność jest czymś naturalnym?

Uwaga: Teraźniejszość!

Kończy się lato, wakacje, urlopy. Zbliża się czas powrotów. Wypada i mnie powrócić, ale dokąd? Do teraźniejszości, do przeszłości czy do przyszłości? Odpowiedź wydaje się banalnie prosta. Ale można pytać dalej: Do jakiej teraźniejszości chcę wrócić? Czas powrotów, to również czas naszych wielkich rocznic narodowych. Myślę, że nikogo nie trzeba przekonywać do naszej alergii na przesadną dawkę przeszłości. Zresztą samo życie nas nie rozpieszcza i teraźniejszość po prostu nas pochłania. Czy jednak osławione hic et nunc jest receptą na wszystko?

                W filozofii już jakiś czas temu przerabiano i przyswojono tezę, iż nie ma przyszłości bez przeszłości, a relację do wspomnianych wyrabia się przecież w teraźniejszości. Mając jednak niewiele czasu, z przeszłości można się rozgrzeszyć, w przyszłość wejdziemy jak do ziemi obiecanej, pozostaje tylko kłopot z teraźniejszością, to znaczy z tym, jak ją wybrać i sensownie przyswoić. Jeśli bowiem ona nas przeraża i jedyną pociechą są wielkie zrywy historii – mieliśmy wielkich Polaków – to czy będziemy ich mieć w przyszłości?

                Może zatem warto pomyśleć jak człowiek radził sobie w przeszłości. Potem spróbować wyobrazić sobie swoją przyszłość. W końcu osiąść w teraźniejszości, traktując ją z jednej strony w kluczu hic et nunc, z drugiej jako miejsce swoistej duchowej, ludzkiej i intelektualnej pielgrzymki. Z małym jednak dopowiedzeniem: dobry pielgrzym wywiera piętno na miejsce, które zwiedza, jednocześnie dopuszczając, by to miejsce mogło odcisnąć piętno na nim samym. Pozostaje więc postawić przed sobą znak: uwaga: teraźniejszość?