Człowiek podmiotem i przedmiotem odpowiedzialności

Pytanie postawione w ostatnim felietonie było dla wielu czytelników trudne. Wielu powoływało się na Boga, że to wyłącznie od Niego wszystko zależy, inni zrzucali sporą część odpowiedzialności na ślepy los. O czym to jednak świadczy? Czy o wierze i pokorze, czy raczej o braku zaufania we własne siły i jakimś fatum wiszącym nad każdym z nas?

                Przywołuję w pamięci ostatni Kongres Teologów Polskich i słowa wyjęte z telegramu Ojca świętego na ten kongres. Pisał on: teologia ma nie tylko bronić dziedzictwa chrześcijańskiego, ale aktywnie wychodzić do miejsc życia codziennego i współczesnej cywilizacji. Z kolei bp Stanisław Wielgus dodał, że teolog powołany jest do rozpoznawania znaków czasu, wskazywania drogi do Chrystusa i podejmowania dialogu ze światem. Nuncjusz apostolski zaś dodał, że aby to zadanie wypełnić teologowie muszą wyrażać Ewangelię w języku współczesnym i zrozumiałym dla ludzi.

                O czym to świadczy? Przede wszystkim o tym, że samo naśladownictwo nawet największych autorytetów w wierze nie wystarczy i nie zwolni chrześcijanina od osobistej odpowiedzialności. Oczywiście odpowiedzialności na miarę… wiedzy, doświadczenia, wiary. Problem jednak w tym, że człowiek woli pozostawać bezbronny i otwarty na prowadzenie, wtedy ten sam „święty” z początku roku może na koniec roku powiedzieć, że to wina Boga, Kościoła, autorytetów.

                Może więc nie warto być aż tak pokornym i trochę swojego losu wziąć jednak we własne ręce. Jest to trudne, ryzykowne, czasem może nawet zaszkodzić. Zaszkodzić jak wolność. Czy z tego można jednak wyprowadzić wniosek, że sama wolność jest szkodliwa? Oczywiście, że nie. Trzeba ją tylko powiązać z prawdą. Prawda o mnie nie może być jednak taka sama na początku i na końcu roku. Wtedy bowiem nie świadczyła by o moim posłuszeństwie, lecz tylko o zwykłym lenistwie: intelektualnym, ludzkim a może nawet duchowym.

Jaki będzie Nowy Rok?

Mało to naukowe pytanie. Raczej plasuje się po stronie wróżbiarstwa czy „góralskich prognoz”. Nowy rok pozwala jednak trochę „pogdybać” Zacznijmy więc tak: przychodzi młodzieniec do starca i pyta: Jaki będzie Nowy Rok? Ten mu odpowiada: Taki jak ty, jak twój cel i jak okoliczności.

                Będzie jak ty. Masz przecież marzenia, ideały, plany. Masz świat wartości, na których chciałbyś oprzeć swoje życie. Jesteś podmiotem, który może o sobie decydować i tak naprawdę nikt nie może wbrew tobie zmienić biegu twojego życia i twoich wyborów. To bowiem ty jesteś głównym decydentem.

                Będzie jak twój cel. Cel wyznacza drogę, pozwala mądrze dobrać środki, jedne odrzucić, inne uznać za ważne. Zwłaszcza, jeśli cel jest Osobą i to znaczącą w twoim życiu. To On wpisał w twoją naturę to, co niezmienne, czego nie możesz się wyrzec.

                Będzie jak okoliczności życia. One jednak są tylko kontekstem – bliższym, dalszym, ale tylko kontekstem. One będą na ciebie wpływać, ale to ty decydując się na nie czy ich nie dopuszczając pokażesz, jaką chcesz w oparciu o nie budować własną przyszłość. One cię nie zniewolą, nie zdeterminują. Będą tylko podpowiadać, zachęcać, czasem rozjaśniać wybory, innym razem zaciemniać.

                Jaki więc będzie nowy rok? Taki jak twoja siła woli, decydowania i poczucia wartości siebie. Bo to ty masz nad nimi panować. To ty jesteś podmiotem, tym, komu ostatecznie i tak przypisze się odpowiedzialność za twój rok… Młodzieniec odszedł. Czy zasmucony? To zależy, ile zrozumiał i kim jest. Jedno już wie, że na koniec tego roku pretensje będzie mógł mieć tylko do siebie, bo wszystko, co się stanie ostatecznie jest w jego ręku.

Na początku…

Na początku Bóg stworzył. Stworzył to, co było, co miało być dobre jak On, gdyż z Niego wyszło. Tak było na początku. A potem człowiek chciał zacząć jeszcze raz od początku, zupełnie sam. I tak wielokrotnie zaczyna od początku: stwarzać świat, walczyć z Bogiem, budować wieże.

         Na początku było Słowo. Wszystko stało się przez Nie, a bez Niego nic nie było dobre, gdyż wszystko wyszło z Niego. I było jak na początku. A potem człowiek chciał zacząć jeszcze raz od początku, zupełnie sam. I tak wielokrotnie zaczyna od początku: zbawiać świat, walczyć ze Słowem, budować wyższe wieże.

         A co będzie na końcu bez początku z Nim? Nie wszystko będzie dobre jak On, gdyż nie wszystko będzie do Niego podobne. Tak będzie na końcu. A potem człowiek zacznie jeszcze raz od początku bez początku, zupełnie sam. I tak wielokrotnie będzie chciał zakończyć swoje dzieło: zniszczy świat, będzie walczył z sobą, burzył kolejne, jeszcze wyższe wieże.

Może jednak zrozumie, że

 

    Na początku było Słowo,

    a Słowo było u Boga,

    i Bogiem było Słowo.

    Ono było na początku u Boga.

    Wszystko przez Nie się stało,

    a bez Niego nic się nie stało.

    Co się stało […]

 

       Może zrozumie, że

 

    Słowo stało się człowiekiem

    i zamieszkało między nami…

 

    […] Z Jego pełni wszyscyśmy wzięli łaskę po łasce.