Głodu naszego codziennego daj nam dzisiaj

Opowiedziano mi niedawno następującą historię. Starsza osoba leczyła się na niedokrwienie mózgu. Przy kolejnym pobycie w szpitalu, odstawiono jej leki właśnie na tę chorobę. W pewnym momencie osoba ta patrząc na jedzenie, ze łzami w oczach postawiła pytanie: Ale co ja mam z tym zrobić? Nie potrafiła nawet przełknąć pokarmu, który miała w ustach.

Świadomość głodu, świadomość potrzeby pokarmu. Jak bardzo brakuje nam dzisiaj tej świadomości. Dwa proste przykłady z życia. Kiedyś człowiek cieszył się na uroczystość, bo liczył również na coś wyjątkowego do jedzenia. Dzisiaj patrząc na zastawiony stół, kwituje to słowami – przecież w domu mam to samo, a nawet lepsze. Prezenty, a właściwie koszmar prezentów. Czego jeszcze człowiekowi brakuje? Etymologia ukazuje całą głębię obdarowania. Prezent (od franc. présent) oznacza aktualne, uważne, czujne. Chodzi więc o wyczulenie na człowieka i jego potrzeby. Polskie „podarek”, „podarunek”, pokazuje ścisły związek z darem. A dzisiaj często prezent sprowadza się do wejściówki na imprezę.

Brakuje nam świadomości głodu, a mając wszystko – podobnie jak osoba z niedokrwieniem mózgu – nie wiemy co z tym zrobić. Może więc trzeba leku na dokrwienie naszego człowieczeństwa, abyśmy odczuli głód w sobie, bo wtedy otwieramy się na prawdziwy głód drugiego człowieka.

I to nie tylko na głód chleba!

Mury czy granice?

Człowiek potrzebuje granic. Są one tym, co uświadamia człowiekowi własność, godność, cześć, majątek. Broniąc granic, człowiek w rzeczywistości broni pewnego dobra. Obrona ta może przybrać nawet formę obrony koniecznej, kiedy człowiek w imię obrony dobra może użyć siły. Ciągle jednak ze świadomością, że broni dobra.

Kiedy zaś nie ma świadomości dobra, siebie, własnej tożsamości, wtedy zaczyna budować mury. Mur, to taka „granica na wszelki wypadek”. Tak powoli odgradzamy się od obcych, „nie naszych”, a nawet od swoich. Tego muru nie zburzy się tak długo, jak długo człowiek pozostaje słaby i niepewny.

Może więc warto uświadomić sobie, że prawdziwa i najważniejsza przyczyna podziału tkwi w samym człowieku. I to nie ze względu na zagrożenia zewnętrzne, ale na brak świadomości dobra, które chce się zachować. Boimy się nowego, które niesie inny, a nie boimy się starego, które jest w nas.

Człowiek potrzebuje granic, bo potrzebuje zdefiniowania siebie. Kiedy tego nie zrobi pozostają już tylko mury.

Sposób na życie czy sposób życia?

Powołanie. Piękne słowo, odmieniane w różnych kontekstach. Ale co ono oznacza? Czy jest sposobem na życie czy sposobem życia? Pozornie nie ma w tym wielkiej różnicy. Problem zaczyna się wtedy, gdy powołanie zaczyna się wpisywać w schemat „popyt – podaż”. Wtedy powołanie zaczyna się przeżywać w sposób oczekiwany przez potencjalnych odbiorców. Mówię co chcą usłyszeć. Żyję w taki sposób, jaki są w stanie zrozumieć.

I czasami tylko śluby i pogrzeby pokazują, że powołani nie nauczyli ludzi pragnąć tego co ważne. Człowiek jeszcze przychodzi po ryt, tradycję. Ale czy przychodzi zaspokoić pragnienie? Powtarzamy słowa „bierzcie i jedzcie”, a człowiek nie jest głodny.

Stać z chlebem, na który pozornie nikt nie czeka. A może nikt nie nauczył człowieka pragnąć chleba, lecz tylko wiedzy o chlebie, historii jego powstawania.

Powołania się nie szuka. Powołanie znajduje człowieka. Znajduje i dojmująco stawia pytanie o to, czego człowiek szuka. Jeśli nie tego samego, nie odpowie.