Oprotestować Madonnę?

Zabierałem się do napisania tego tekstu już od kilku dni. Rozpoczynałem, przerywałem, rozpoczynałem na nowo. Bo były wydarzenia ważniejsze, chociażby encyklika Benedykta XVI. Problem Madonny jest przy niej tylko odpryskiem „końca kultury”. Przesądził jednak tekst w Rzeczpospolitej na temat protestu jako wody na młyn współczesnej skandalistki.

O Madonnie można pisać wiele. Niewątpliwie stworzyła nowy nurt w muzyce, który można nazwać „muzyką wspieraną skandalem”. To jednak, co przeraża mnie najbardziej, to sposób i nietrafność (a w konsekwencji nieefektywność) zapowiadanego protestu. Nie mam najmniejszej wątpliwości, że „pozorna” zbieżność dat (koncertu Madonny i maryjnego święta) nie jest pozorna. To tania reklama, w której niestety uczestniczą również protestujący.

Co zatem zrobić, aby protest był skuteczny? Przede wszystkim myśleć. Prawie doprowadził mnie do łez rzecznik ratusza, który z bólem serca twierdził, że na tym etapie już nic nie można zrobić. Rozumiem go. Rola bowiem rzecznika nie ma już nic wspólnego z Hermesem wyjaśniającym wolę bogów. Bardziej przypomina królewskiego chłopca do bicia. Nie bijąc więc rzecznika, niewątpliwie trzeba odwołać się do takich działań, które mogą przynieść skutek. Pierwsze polega na tym, że zanim Madonna wywołała skandal, ktoś z władz miejskich wyraził zgodę na tę przypadkową zbieżność dat. Zatem mamy władze albo nie myślące, albo niewierzące. Trudno powiedzieć, co gorsze. Ale mamy też potencjał wiernych, którzy – jeśli naprawdę ich to przeraża – mogą po prostu koncert oprotestować… nieobecnością na nim. A na przyszłość, wybierając nowe władze stolicy, warto mieć w pamięci takie nieprzemyślane kwiatki decyzyjne obecnych władz. No i oczywiście wykorzystać wszystkie kanały tzw. odpowiedzialności obywatelskiej, by zrobić wszystko, co uczyni głośnym nie tyle sam protest, co pokaże miałkość Madonny (w sierpniu również „przypadkowo” pojawi się w kinach pikantny film Madonny).

Czego zaś na pewno nie warto robić? Zapowiadanej (o ile pomysł jest prawdziwy) mszy przed ratuszem. Wtedy do skandalu Madonny dołączono by jeszcze jeden – profanację Eucharystii w miejscu i czasie bynajmniej nie służącym sacrum. Jeśli bowiem społeczeństwo nie może zrozumieć problemu i nie widzi nic złego w zbieżności koncertu i maryjnego święta, to chyba nie chodzi o to, by „przerazić mszą”. Bo skutek może być odwrotny. Madonna i tak zaśpiewa, zaś przestraszeni mszą mogą na mszę przestać chodzić zupełnie.

Co zatem robić? Protestować mądrze, a przede wszystkim wyciągnąć wnioski na przyszłość. Bo propozycji podobnych skandali będzie jeszcze wiele. I przykro byłoby widzieć po raz kolejny rozżalone i bezradne władze płaczące nad rozlanym mlekiem. Prościej wybrać takich, którzy nie tylko będą mądrzy po szkodzie, ale również przed.

Autor

Jarosław A. Sobkowiak

Nauczyciel akademicki. Zakres badań: antropologia i aksjologia kultury, etyka, hermeneutyka filozoficzna i teologiczna, moralność w aspekcie "intellectus fidei".

2 myśli do „Oprotestować Madonnę?”

  1. jest jedno co mnie faktycznie przeraża oprócz piekła-głupota ludzka. nie wiem jakie środowiska wymyśliły tę mszę przed ratuszem, ale chyba bycie wierzącym nie prowadzi bezpośrednio do ogłupienia, a takie odnoszę wrażenie. Ci, którzy chcą Świętować zrobią to, ci którzy mają zarówno to, jak i inne święta w nosie pójdą na koncert, na suto zakrapianego grilla, będą grać w karty lub robić cokolwiek innego byle nie Świętować. dobrze więc, że Kuria przemówiła wprost i konkretnie w tej kwestii.
    co się zaś tyczy mądrości po szkodzie…. tego chyba nikt nie doczeka.

  2. Cieszę się, że już uzyskałem potwierdzenie moich intuicji co do mszy św. jako formy protestu przeciwko koncertowi Madonny. Jak podaje Internetowy Dziennik Katolicki KAI z 10 lipca 2009 roku cytując stanowisko Kurii Warszawskiej: „Nie można Mszy św. traktować jako formy protestu” – napisał ks. Henryk Małecki z kurii warszawskiej w odpowiedzi na pismo Mariana Brudzyńskiego. […] W odpowiedzi na pismo Brudzyńskiego moderator wydziałów duszpasterskich kurii metropolitalnej, ks. Małecki zaznacza, że niewątpliwie każda słuszna sprawa będzie wspierana modlitwą kapłanów i wiernych. Po czym pisze: „Misją świeckich w Kościele jest obrona i godne prezentowanie słusznych racji, ale nie można Mszy świętej traktować jako formy protestu. Dlatego Wydział Duszpasterstwa nie udziela zezwolenia na tego typu działania” – kończy swoją odpowiedź ks. Małecki.

Możliwość komentowania jest wyłączona.