Przedziwna czy uczciwa wymiana?

Niedziela dla wierzących jest dniem, który w pierwszym rzędzie kojarzy się z Eucharystią. Jedno z piękniejszych określeń to „przedziwna wymiana”. Na czym polega ów przedziwny charakter tej wymiany? Na tym, że my dajemy nasz chleb, owoc naszej pracy, natomiast otrzymujemy Ciało Chrystusa, niebieski chleb, owoc pracy Boga. Ale przecież nie o bazar tu chodzi i nie o wymianę czegoś za coś. Chodzi bardziej o nastawienie.

Dajemy chleb, który jest owocem naszej pracy. A jaka jest nasza praca – ta zawodowa, praca nad relacjami w rodzinie, praca nad sobą? Czy kupujemy chleb za prane pieniądze, czy kupujemy go za uczciwą pracę? Dlaczego to jest tak ważne? Bo zdobywaniu chleba towarzyszy pewne nasze nastawienie, otwartość, gotowość do poświęcenia i wyrzeczeń. Wypracowując nasz chleb, jednocześnie wypracowujemy w sobie określoną postawę. A ta postawa jest ważna, by przyjąć chleb od drugiego.

Eucharystia – tym samym sercem, którym daję, tym samym przyjmuję. Rodzina – tym samym sercem, którym kocham, tym samym sercem przyjmuję miłość.

Przedziwna wymiana. Bo jeśli oszukam w dawaniu, życie oszuka mnie w przyjmowaniu.

Język za chleb?

Większość z nas zna jakiś język obcy. Nauczenie się tego języka było z reguły wypadkową różnych okoliczności życia. Rzadko stawiamy sobie pytanie, czy nauczyliśmy się tego języka dla chleba czy z pasji. A odpowiedź jest daleko idąca w skutkach. Bo jeśli nowy język nie był powodowany pasją tylko chlebem, to nauczyliśmy się go dla chleba, ale też dla chleba potrafimy o nim zapomnieć i nauczyć się innego.

Podobnie jest z językiem wiary, miłości. Jeśli wierzę dla chleba, to również dla chleba potrafię tę wiarę porzucić. Jeśli kochałem dla innych korzyści niż prawdziwa pasja serca, to dla chleba potrafię o miłości zapomnieć.

Jest tylko jeden problem. Język, który jest mi najbliższy (ojczysty) wyraża mnie. A jeśli wszystkie języki jakie znam są tylko językami chleba?

Spróbujmy dzisiaj określić „nasz” język, który niezależnie od chleba będzie wyrażał nas zawsze. A jeśli tego nie wiem, to czy potrafię wyrazić siebie i to co dla mnie najważniejsze? To jest tylko na pozór pytanie banalne. Od niego zależy w życiu wiele, czasem wszystko.

Głodu naszego codziennego daj nam dzisiaj

Opowiedziano mi niedawno następującą historię. Starsza osoba leczyła się na niedokrwienie mózgu. Przy kolejnym pobycie w szpitalu, odstawiono jej leki właśnie na tę chorobę. W pewnym momencie osoba ta patrząc na jedzenie, ze łzami w oczach postawiła pytanie: Ale co ja mam z tym zrobić? Nie potrafiła nawet przełknąć pokarmu, który miała w ustach.

Świadomość głodu, świadomość potrzeby pokarmu. Jak bardzo brakuje nam dzisiaj tej świadomości. Dwa proste przykłady z życia. Kiedyś człowiek cieszył się na uroczystość, bo liczył również na coś wyjątkowego do jedzenia. Dzisiaj patrząc na zastawiony stół, kwituje to słowami – przecież w domu mam to samo, a nawet lepsze. Prezenty, a właściwie koszmar prezentów. Czego jeszcze człowiekowi brakuje? Etymologia ukazuje całą głębię obdarowania. Prezent (od franc. présent) oznacza aktualne, uważne, czujne. Chodzi więc o wyczulenie na człowieka i jego potrzeby. Polskie „podarek”, „podarunek”, pokazuje ścisły związek z darem. A dzisiaj często prezent sprowadza się do wejściówki na imprezę.

Brakuje nam świadomości głodu, a mając wszystko – podobnie jak osoba z niedokrwieniem mózgu – nie wiemy co z tym zrobić. Może więc trzeba leku na dokrwienie naszego człowieczeństwa, abyśmy odczuli głód w sobie, bo wtedy otwieramy się na prawdziwy głód drugiego człowieka.

I to nie tylko na głód chleba!