Dialog potrzebuje czasu

Kiedy padają takie słowa jak misja czy nauczanie, wtedy od razu przychodzi nam do głowy obowiązek mówienia i przekonywania. Niestety jest to najgorsza opcja, gdyby przyjąć ją w dialogu. Dialog odbywa się zawsze w jakimś celu, w imię czegoś, dla czyjegoś dobra. Jest to „roz-mowa”, bo bez niej nie ma „mowy” o dialogu. Ale dialogu do konwersacji sprowadzić nie można.

To właśnie dlatego dialog potrzebuje czasu. Nie tylko po to, żeby coś powiedzieć, ale przede wszystkim po to, aby coś usłyszeć. Dialog potrzebuje również czasu, aby człowiek odpowiedział sobie na pytanie, czy w ogóle wchodzi w dialog po to, żeby kogokolwiek usłyszeć. Zbyt często dialog rozumie się jako kolejny obszar „promocji własnych myśli”. Nie rozumie się jego sensu, a podejmuje się go wyłącznie w imię skuteczności. To właśnie w imię tej skuteczności dialog staje się elementem dyktatu. W takim przypadku dialog służy wyłącznie załatwianiu własnych spraw, nierzadko spraw trudnych, których nie umiemy zapomnieć, przebaczyć. Wtedy staje się on „dialogiem odwetu”.

W rozmowie z Bogiem uczymy się rozmowy z człowiekiem i odwrotnie. To dlatego tak ważna jest w niej pokora, bez której nie odkryjemy nic poza własnymi pragnieniami, emocjami. Dajmy sobie czas, by mądrze „przekonywać” Boga, by w otwartości wychodzić do człowieka. Dialog – jak ziarno – potrzebuje czasu. I źle się dzieje, jeśli rozpoczynamy od żniw.

Szabat dla człowieka

W ostatnich latach sporo zrobiono dla obrony niedzieli. Przełomem była m. in. msza św. w mediach z myślą o ludziach chorych. Jak się jednak okazało, ten sposób przeżywania niedzieli stał się również formą świętowania dla ludzi zdrowych, przebywających na wakacjach czy łatwo usprawiedliwiających swoją absencję na liturgii w kościele.

Jednym z głównych motywów świętowania niedzieli jest nawiązanie do momentu wyprowadzenia narodu wybranego z niewoli. Jest to moment o wiele głębszy niż zwykłe powstrzymanie się od pracy. Można bowiem nie pracować, a mimo to uczynić czas świętowania czasem pustym. Kiedy straci się z oczu głębsze motywy, wtedy pozostaje prawo, z mnożonymi w historii przepisami szczegółowymi. Jednym z nich było ścisłe wyliczenie kroków, jakie człowiek mógł zrobić w dniu święta. Za liczonymi krokami szły inne prace, aż po „zaniechanie wszelkich czynności” jako główny motyw świętowania. Można by trochę przekornie powiedzieć, że gdyby Izraelici liczyli tak skrupulatnie kroki wychodząc z niewoli, prawdopodobnie tkwili by w niej po dziś dzień.

Dlatego postawa Jezusa tak często gorszyła. Głodnym uczniom pozwalał łuskać kłosy w szabat, uzdrawiał… Nie chodziło w tym bynajmniej o tanie gorszenie, lecz o przywołanie najgłębszego motywu: szabat dla człowieka!

Powróćmy do pierwotnej motywacji – wyjścia z niewoli. Niedziela jest dobrym momentem uświadomienia sobie, że to nie praca stworzyła człowieka. Jest to czas wyjścia z niewoli pracy jako jedynego sensu życia, czas odrzucenia bieganiny i niezauważania drugiego człowieka czy swoich bardziej duchowych potrzeb. Wszystko po to, aby człowieka przywrócić prawdziwemu życiu.

Kiedy więc rozliczam siebie czy innych z „szabatowego prawa”, może warto dorzucić owe głębsze motywy i zapytać, czy przez to wychodzę ze swojej codziennej niewoli oraz czy dzięki świętowaniu mam więcej czasu na dawanie życia i nadziei drugiemu człowiekowi? W tym tkwi najgłębszy sens świętowania.