Wielki Post?

Niepostrzeżenie mija karnawał. Pozornie oznacza to, że nie jesteśmy tak bardzo zabawowi jak kiedyś. To jednak pozory. Dawna bowiem wojna postu z karnawałem pokazywała, że i jedno i drugie przeżywało się całym sobą. Dzisiaj wojna się skończyła, gdyż post od karnawału niewiele się różni. Niektórzy jutro będą kompletnie zaskoczeni pytaniem o to, czy posypali głowy popiołem.

Oczywiście nie ma większego sensu nakręcanie się na post. Niemniej pewne momenty w życiu pomagają człowiekowi przeżyć coś głębiej, intensywniej. Może więc warto znaleźć choć trochę czasu dla siebie.

Proponuję, byśmy w tym roku popracowali nad uczciwością. Niby wszyscy jesteśmy uczciwi, bo przecież raczej nie zabijamy, nie kradniemy. Ale czy jesteśmy uczciwi sami przed sobą i przed Bogiem? Czy za naszym duchem idzie nasze ciało? Co zostało z naszych obietnic dawanych Bogu, człowiekowi, sobie?

Popracujmy więc nad uczciwością, powalczmy z pustosłowiem, z płytkością naszego życia. Popracujmy… uczciwie!

Lubimy mówić: Panie, Panie…

Pobieżna ocena katolicyzmu w Polsce jeszcze długo będzie wypadać pozytywnie. Im mniej bowiem słuchamy, tym chętniej mówimy Panie, Panie. Spróbujmy jednak usystematyzować naszą refleksję.

Ewangelia uczy nas, że nie wystarczy słuchać, trzeba wypełniać. Życie z kolei uczy, że trzeba mówić i być odpowiedzialnym. Mamy zatem dwie pary pojęć: słuchać – wypełniać oraz mówić – być odpowiedzialnym. Problem pojawia się wtedy, kiedy zaczynamy wspomniane słowa łączyć w innych konfiguracjach: słuchać – mówić oraz wypełniać – być odpowiedzialnym.

Pierwsze niebezpieczeństwo: słuchać – mówić. Przypomina to trochę nasze zaangażowanie polityczne, gdyż ani to czego słuchamy, ani to co mówimy nie ma większego wpływu na nasze życie. Po prostu słuchamy nie słuchając, mówimy nie angażując się.

Jest i drugie niebezpieczeństwo: wypełniać – być odpowiedzialnym. Wypełniać nie słuchając. Mam znajomego, który jest w stanie w każdej chwili zrobić dla człowieka wszystko. Może wyręczyć w zakupach, w załatwieniu różnych spraw. Problem polega na tym, że i tak człowiek musi to potem zrobić sam. Bo załatwi, tylko nie to o co się prosiło. Kupi, ale nie to i nie tyle czego się potrzebowało. Powód? Nie słuchał, a właściwie słuchał siebie.

Można też być odpowiedzialnym, tylko że odpowiedzialność łączy się jakoś z naszą postawą kontrolowania. Mówi się przecież, że nie mogę być odpowiedzialny za coś na co nie mam wpływu.

A Bóg? Nie da się wypełniać nie słuchając, nie da się być odpowiedzialnym nie odpowiadając. A nie odpowiada się wtedy, kiedy nie usłyszy się pytania.

Słuchać to przyjąć. Przyjąć prośbę, życzenie a w nich osobę, która prosi. Tylko wtedy wypełniając mogę zrobić coś nie dla siebie, ale dla tej osoby. Inaczej Panie, Panie przypomina bardziej nasze staropolskie „Panie kochany”, tylko, że wtedy i „Panie” i „kochany” niewiele znaczy.

Czy jeszcze mamy honor?

Honor to postawa, dla której charakterystyczne jest połączenie silnego poczucia własnej wartości z wiarą w wyznawane zasady moralne, religijne lub społeczne. Naruszenie zasad honoru przez siebie lub innych odbierane bywa jako „dyshonor” lub „hańba”. W wielu społeczeństwach takie naruszenie pociąga za sobą natychmiastową, osobistą reakcję „zhańbionego” lub innego członka tej samej grupy.Honoru nie wystarczy zadeklarować, podlega on udowodnieniu w sytuacji, która pozwala na weryfikację według norm moralnych danej społeczności.

Często myli się honor z godnością, zwłaszcza w chrześcijaństwie, gdzie źródłem godności jest bycie obrazem Boga. Tymczasem honor można zdefiniować jako maksymalną zbieżność pomiędzy preferowanymi wartościami a konkretnymi życiowymi postawami.

Dzisiaj zbyt łatwo usprawiedliwiamy brak honoru wolnością, autonomią, prawem do prywatności. Zauważmy jednak, że myślimy wtedy o wolności jako zakazie oceniania naszych wyborów. Prawo do wolności pozornie ma tłumaczyć wszelkie nasze moralne niekonsekwencje. Podobnie autonomia. Jest to postawa, w której – nawet jeśli przyjąć ją jako samostanowienie – nie można zaczynać życia codziennie od innych wartości, preferencji i celów. Jeśli wszystko w życiu jest zmienne, płynne, to w odniesieniu do jakich stałych określić czy ta zmienność ma jakikolwiek sens? I wreszcie prawo do prywatności. Jest taka opowieść o ojcu pustyni do którego przyszła pewna kobieta z propozycją. On odpowiedział jej na to: zróbmy to na rynku. Na co ona zdziwiona odpowiedziała, że przecież na rynku zobaczą ludzie. No właśnie, czy to jest prywatność czy zupełnie coś innego?

Proponowany tekst nie jest próbą oceny czyjejś postawy. Nikt z nas – również autor tego tekstu – nie jesteśmy na tyle bez winy, by stawać w roli sędziego czynów drugiego człowieka.

Dlatego sobie i Państwu stawiam pytanie, na które można odpowiedzieć do końca szczerze tylko przed sobą samym: Czy jeszcze mamy honor?