Milczący krzyk prawdy

Przedstawiciele młodszego pokolenia przyzwyczaili się już do powszechnie lansowanej zasady: nieobecni nie mają głosu. Problem jednak w tym, że istotę tej zasady sprowadzono nie do faktu obecności, lecz do nie-milczenia. Z tego rodzi się fałszywy wniosek, że po to, by zaistnieć trzeba mówić dużo i głośno. Przypomina to rzymski sposób rozumienia człowieka i jego wartości. Miarą człowieka był wtedy nie tyle fakt bycia i życia, ile raczej fakt przydatności społecznej. Tę zaś mierzono przydatnością do służby wojskowej. Stąd określenia: junior, senior czy senex.

                Podobną miarą chcą niektórzy i dzisiaj mierzyć przydatność człowieka dla społeczeństwa. I tak, dla przykładu, z uporem maniaka liczy się każdy wyartykułowany dźwięk papieża podkreślając, że wraca do przydatności społecznej. Tymczasem rolą papieża jest przede wszystkim świadectwo składane prawdzie. Był czas, kiedy miarą tego świadectwa był donośny głos zdrowego mężczyzny, jego życiowy wigor i niespożyte siły potwierdzane kolejnymi pielgrzymkami. Wtedy papież postawą i głosem walczył o tych, którzy głosu nie mieli: dzieci poczęte, starcy, osoby marginalizowane społecznie. Wyłomem stał się List apostolski Salvifici doloris, który napisał człowiek z perspektywy osobistego cierpienia. Teraz przyszła pora na bezgłośną obronę tych, którzy głosu nie mają.

                Niemoc papieża nabiera szczególnej wymowy w kontekście Wielkiego Postu. Jego kulminacyjnym momentem będzie Triduum Paschalne, gdzie Chrystus zamilknie wobec Wysokiej Rady, arcykapłanów i Heroda. Zamilknie, ale prawda nie przestanie mówić. Wyjdzie tylko poza krąg konkurencyjnej krzykliwości. Stanie się milczeniem osamotnienia, które będzie krzyczeć prawdę o Bogu i człowieku. W tym kontekście pytanie o przyszłą rolę papieża traci wszelkie podstawy. Usprawiedliwia ją to, co usprawiedliwiło milczenie Wielkiego Piątku. Papież chce jak gdyby powiedzieć: jeśli chcecie podnieść rękę na tych, którzy głosu w społeczeństwie nie mają, musicie podnieść ją również na mnie. Dla mnie osobiście papież jeszcze nigdy nie mówił z taką mocą o godności i wartości każdego życia, jak właśnie teraz poprzez swoją niemoc. Dzisiaj nie musi nikogo przekonywać, że życie w każdej formie ma sens. Zmusza tylko tych, którzy o życiu mówią za dużo do ponownego zrewidowania rozumienia sensu życia. Tym razem to właśnie ci, którzy mówią, zostali zmuszeni do usprawiedliwienia swojej obecności. I to jest szczególną formą milczącego krzyku prawdy.